piątek, 5 lipca 2013

5. It's So Fluffy, I'm Gonna Die!

HARRY'S POV

Założyłem kaptur na głowę i wyszedłem z Ari z mieszkania. Widziałem na twitter że ludzie podejrzewali  że ona (@AriTaylor) to #tajemniczywspółlokator. Nie rozumiem, jak te dziewczyny ją odnalazły, na zdjęciu wcale nie była zaznaczona, a tekst od Sugarscape znalazł się w trends. Chłopcy tak samo dostali niezły spam w tej sprawie, a Eleanor skrzynka na Facebook aż się zawiesiła, przez liczbę wiadomości. Dlaczego ważne dla mnie jest dziś, aby nikt mnie nie rozpoznał, stąd ten kaptur na głowie.

-Gdzie powinniśmy zacząć? - zapytałem, wsuwając rękę wokół jej talii.
- Nie wiem, potrzebuję coś, by ozdobić mój mały pokój 
- Wyroby do domu są tutaj - powiedziałem dość głośno co zwróciło uwagę kilku przechodni, którzy dali nam dziwne spojrzenia. Ari założyła szybko swoje okulary przeciwsłoneczne i opuściła wzrok.
Ruszyliśmy w stronę Ikei. Kto nie uwielbia tego sklepu?
- Mamy dziś taki plan spotkać się tutaj dziś wszyscy razem. Ty, ja, Eleanor, Dani i chłopcy. - powiedziałem - Chcemy zagrać w chowanego w parach. - odwróciła się i spojrzała na mnie spod okularów. 
- Brzmi fajnie. 
Uśmiechnąłem się do niej, a ona nadal patrzyła na mnie, jakbym wymyślił coś niesamowitego. Ja tylko zaproponowałem grę w chowanego w Ikea. 
- Idź i wybieraj co chcesz, spotkamy się tutaj za pół godziny. - zasugerowałem, przechodząc obok wielkiego napisu "Witamy w Ikea"
Oboje poszliśmy swoją drogą. Wędrowałem bez celu po korytarzach, aż znalazłem to, czego szukałem.
Fioletowy dywan? Za duży.
Kieliszki do szampana? Zbyt małe. 
Kryształowy żyrandol? Zbyt fantastyczny.
Ramka na zdjęcia? Zbyt proste.
Zielone okrycie na sedes? Zbyt dziwne. 
Nagle zobaczyłem to, stojące na półce pod ścianą, podniosłem to. Idealne!



- Mam coś dla ciebie. - powiedziałem do Ari gdy udawaliśmy się powoli do domu. Szliśmy cali opakowaniu. Chciałem być dżentelmenem i zaproponowałem że wezmę od niej wielkie płótno, ale nie chciała mi go dać. Zwykle, walczyłbym o to, ale dobrze wiedziałem jaka jest uparta. 

- Dlaczego? - zapytała. Już miałem jej to podarować, gdy nagle dotarło do mnie, że ona własnie zapytała, dlaczego mam coś dla niej.
- Większość ludzi powiedziałaby "Dziękuję" i myślę  że własnie tak to działa - zażartowałem - takie mały... prezencik, tak myślę. 
- Nie musiałeś tego robić!- powiedziała, dając włosy za ramiona, odwróciła się i spojrzała na mnie. 
- Wiem - wzruszyłem ramionami -  ale chciałem.
- Aww, dziękuję - powiedziała z uśmiechem, opierając płótno o ścianę. 
Zanim zdążyła zaprotestować, skorzystałem z okazji i wziąłem i zaniosłem do środka.
- Troszkę może dziwny... by cię ogrzać. - powiedziałem.
- To nie jest ten wibrujący sedes który widziałam, prawda? - zapytała.
-Er, nie. 
Sięgnąłem do mojej torby i wyciągnąłem dużego różowo-fioletowego szopa. Wiem ze to dziwne, ale był taki puszysty i słodki  a dziewczyny lubią takie gówna. Trzymałem go dla niej, a ona dyszała, podbiegła i przytuliła go. 
-On jest taki puszysty... umieram! - krzyknęła a następnie przytuliła mnie. - Dziękuję, to takie słodkie z twojej strony. Nazwę go Harry! ponieważ wygląda jak ty.
Mam się obrazić?
- Jak to?
- Jest puszysty. - powiedziała i potargała następnie moje loki. Uśmiechnąłem się do niej z rozbawieniem, a ona dotknęła moje dołeczki, co wywołało u mnie większy uśmiech. 
- Co kupiłaś? - Zapytałem ja, kiedy w końcu odłożyła szopa Harrego. 
- Jeśli ci powiem, będę musiała cię zabić. - powiedziała bardzo realistycznie. 
- Proszę nie rób tego. - powiedziałem z uśmiechem  Moja ręka była z powrotem wokół jej talii i nagle usłyszałem krzyk za sobą. Zdałem sobie sprawę, że nie założyłem kaptura. 
-Harry! Harry Styles! UHMAHGAWD! To jest KURWA Harry Styles!! 
Pomachałem do dziewczyny, nie chcąc być niegrzecznym. 
- Harry !!! Daj mi trochę twojego sosu *!!
Dziękuję bardzo Alan, widzisz co zrobiłeś?!
Ari wybuchnęła śmiechem, i nagle cala uwaga była na niej. 
- To ta dziwka!! Tajemniczy współlokator. Jak się nazywasz? 
Dlaczego do cholery ta dziesięcioletnia dziewczyna z długimi blond warkoczami i podkolanówkami krzyczała  jak latynoska kobieta.
Chwyciłem rękę Ari i zaczęliśmy uciekać. Zauważyłem pusta małą kawiarnie za rogiem. Za okna obserwowaliśmy panikę ośmiu dziewcząt (dziesięciolatka prowadziła) ścigające się w dół alei. Doprowadziłem Ari do stolika i podałem jej menu. 
- Co podać? - zapytał barista kompletnie ignorując mnie. 
- Poproszę chai latte. - powiedziała 
- Waniliowa, Mango czy zwykłą?
- Mango poproszę.
- To będzie £2.30
Ari sięgnęła do torebki, a ja wręczyłem facetowi  £10 zanim ona dążyła otworzyć torebkę. 
- Harry, w porządku przecież mogę...
- Ja poproszę do tego zwykłą kawę. 
Powiedziałem ignorując protesty Ari. Podałem facetowi pieniądze i stukałem palcami o blat oczekując na nasze napoje. 
-Co? -zapytałem. Ari wyglądała jakby chciała coś powiedzieć. Facet podał nasz nasze kubki, usiedliśmy na starej, brzydkiej kanapie przy ścianie. 
Często przychodziliśmy tu z Lou do The Nook. Ponieważ chyba było to jedyne miejsce gdzie byliśmy niezauważalni, i nie musieliśmy się przebierać. 
Milczeliśmy z Ari przez dłuższą chwilę, Zdecydowałem, że będzie to doskonały monet, by zadać jej kilka pytań. 
- Jeśli nie masz nic przeciwko chciałbym cię o coś zapytać, nie musisz odpowiadać, jeśli jest to dla ciebie zbyt osobiste. - przystopowałem na chwile, biorąc łyk kawy. - Co twoi rodzice na to, że nagle się spakowałaś i wyjechałaś z kraju. 
Założyła nogę na nogę, odwróciła się w moją stronę i złapała kubek w obie dłonie. 
- Zaczęłam mieszkać sama gdy miałam trzynaście lat. 
- Sama?! 
Smutny uśmiech pojawił się na jej twarzy.
- W pewną rocznice ślubu moi rodzice postanowili wybrać się na wycieczkę do Kanady, a ja zostałam z przyjacielem w Australii  żeby mieli trochę czasu dla siebie. Zaczęłam się martwić  kiedy przestali dzwonić. Mieli wrócić do domu, ale tego nie zrobili. Czekałam tygodniami, aż zadzwonią, ale tego nie zrobili. Któregoś dnia ktoś z Kanady, znalazł mój numer i poinformowali mnie rodzice wpadli w poślizg  Zostałam sama. Nie mogłam mieszkać z przyjaciółmi na zawsze, a cała moja rodzina mieszka w Ameryce. - wzruszyła ramionami. 
- Tak bardzo mi ...
- Proszę cie nie mów tego. Słowo "przykro mi" nie przyniesie mi ich z powrotem. 
- To dlaczego nie wyjechałaś do Ameryki do swojej rodziny? Dlaczego Londyn? 
Prychnęłam
- Nie chciałam przebywać z tymi draniami. Oni nie potrafią być mili. Mówią do ciebie tak, że myślisz, że cię komplementują, a tak na prawdę obrażają. "Ariadne, zmieniłaś się, ładna teraz jesteś"Ariadna kochanie, znów złamałaś swój nos?"
- Złamałaś kiedyś sobie nos? - zapytałem, kiedy sączyła latte.
- Nie- zaśmiała się. - Najgorszą rzecz było, kiedy mój kuzyn zapytał czy jestem dziewicą na co moja ciocia powiedziała "Na pewno jest, tylko spójrz na nią". Wiesz jak brzydko, grubo i głupio się czułam.
- To śmieszne. Jesteś przecież piękna. - powiedziałem co wywołało u niej uśmiech  Zastanawiało mnie tylko jedno, dlaczego mi to mówi? Może mi ufa. 
- Londyn zawsze mnie fascynował. Mam pytanie do ciebie. - powiedziała z uśmiechem.
- Dawaj. - powiedziałem.
- Dlaczego potrzebowaliście współlokatora? Potrzebujecie pomocy z czynszem?
- Właściwie to tak. Dalibyśmy nawet rade, ale w tedy z Lou musielibyśmy zrezygnować z innych rzeczy.
- Nie zrozum mnie źle, ale czy wy przypadkiem nie jesteście... no wiesz... bogaci?
Zaśmiałem się.
- To nie do uwierzenia. Simon uważa, że nie jesteśmy na tyle odpowiedzialni, żeby zarządzać naszymi dochodami, wiec zanim cos wydamy, musimy kontaktować się z odpowiednimi ludźmi i pokazywać rachunki itp, żeby po prostu nie zbankrutować, czy coś. 
- To świetne. Jak myślisz, poszukują kogoś tutaj do pracy? - zapytała mnie patrząc z nadzieją.
Wzruszyłem ramionami i kiwnąłem głowa żeby wstała i zapytała się kelnera. 
Wróciła, po chwili.
- Mam rozmowę w poniedziałek, na stanowisko kelnerki. - powiedziała podekscytowana. 
- Wiec.. powiedzenia w poniedziałek. - powiedziałem z uśmiechem - chcesz jeszcze gdzieś iść przed pójściem do domu. 
- Jest tu jakiś sklep muzyczny w okolicy ?
- Dlaczego pytasz? 
- Musiałam sprzedać moją gitarę i elektryczne pianino, żeby kupić bilety na samolot. - powiedziała wzruszając ramionami. - Chciałabym kupić sobie znów gitarę, a skoro mam pieniądze, to dlaczego nie.
- Dlaczego nie. - Powtórzyłem. Założyłem kaptur i ruszyliśmy w stronę sklepu muzycznego.
- Grasz? - zapytałem.
- Tylko trochę - odpowiedziała, nie spoglądając mi w oczy. 
- Jakie jeszcze inne talenty masz?
Zaśmiała się.
- Żadne. Moi rodzice zapisali mnie jak byłam mała na lekcje tańca i śpiewu, ale nie było to nic specjalnego. 
- Więc śpiewasz? 
- Niezbyt dobrze. - wyjaśniła. 
- Zaśpiewasz coś dla mnie?
- Nie
-Proszę!
-Nie! 
- Proszę z Nutellą na górze.
- Nie. 
- Proszę z Nutellą i głowa Harrego szopa a gorze! 
Złapała z trudem oddech. 
- Nie waż sie go tknąć. 
- Nie zrobię tego, jeśli zaśpiewasz dla mnie.
- Szantaż! - krzyknęła i kilku ludzi się na nas spojrzało. 
- Proszę - powiedziałem robiąc smutną minę.
- Dobra - powiedziała z westchnieniem porażki - Co powiesz na 31 luty. Dziś jest 27.
- Spoko. - powiedziałem a ona prychnęła - co? - zapytałem.
- Nic. - pokręciła głową chichocząc. 
- CO? Co było takie śmieszne ? Co ominąłem? - Jakaś rewelacja mnie minęła, a ona pękała ze śmiechu. WOW muszę wyglądać na prawdę! na prawdę głupio. 
- Oszust !!! 
- Za późno! - zachichotała. Podniosłem ja i przerzuciłem przez ramię idąc dalej w stronę sklepu muzycznego.
- Opuść mnie na dół ! - śmiała się i uderzała mnie w plecy. - Mówię serio, moja twarz jest na wysokości twojego tyłka.
- Cóż za piękny widok - powiedziałem do niej, stawiając ja przed wejściem do sklepu muzycznego, gdzie facet za ladą przesłał nam dziwne spojrzenia. 
Po około ponad pół godzinnym wyborze  Ari zdecydowała się na czerwoną akustyczna gitarę, i elektryczne pianino. Następnie zamówiliśmy taxi, bo byliśmy zbyt leniwi, by iść z tym do domu. 
- Wiec, zaśpiewasz dla mnie? - zapytałem gdy taksówka zatrzymała się przy krawężniku przed naszym domem.
- Nie- powiedziała otwierając drzwi. 
- Proszę.
- Czy dziś jest 31 luty? - powiedziała uparcie z uśmiechem. 
Przeszła szybko d swojego pokoju biorąc gitarę (postanowiliśmy nazwać ją Roby, ze względu na kolor) i torbę z Ikei, pozostawiając pianino na stole.
Zauważyłem Harrego szopa obok mnie.
- Dlaczego jestem taki głupi?! -zapytałem go. Przysięgam wam, ale ta zabawka się do mnie uśmiecha. 
Ruszyłem w stronę mojego pokoju i zamknąłem za sobą drzwi. Potrzebuję planu, żeby Ari zaśpiewała dla mnie. Nie obchodzi mnie nawet jeśli śpiewa źle, po prostu chce ją usłyszeć  Tylko to chce! 



* o co chodzi z sosem, Directioner pewnie pamiętają ten wywiad

http://www.youtube.com/watch?v=AVEr8ekJcLs


jesli macie jakies pytanie co do rozdziałów to mój tt

@woohoo16xo 



5 komentarzy:

  1. cudowne *___*

    OdpowiedzUsuń
  2. kocham to opowiadania *o* tylko czekam na moment kiedy Ari i Harry się pocałują i licze że to będzie niedługo <3 hahaha :*** kocham cię, cudownie tłumaczysz <3

    we-can-never-be-together.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Uwielbiam to opowiadanie *o* jest boskie / Wika :*

    OdpowiedzUsuń
  4. nie mogę się doczekać kolejnych części! :* mam nadzieję,że nie przestaniesz tłumaczyć :) oczywiście dziękuje,że to robisz! ;)

    OdpowiedzUsuń