piątek, 12 lipca 2013

7. The Tell-Tale Hickey

Ariadne's Outfit: 

Próbowałam przemknąć szybko do swojego pokoju niezauważonym przez chłopców gdy nagle Eleanor się odezwała. 
- O hej Ree! - powiedziała wesoło.  
Wszyscy chłopcy odwrócili głowy w mim kierunku. To było komiczne, bo miałam na sobie tylko wilgotny ręcznik.
- Znów zapomniałaś swoich ubrań? - zapytał Harry.
- Nie Sherlock'u! 
- Czy to ten czas w miesiącu Ari? - Zayn zapytał z niewinnym uśmiechem  Warknęłam na niego a on się zaśmiał. Tęsknię za dniami, kiedy potrafiłam przestraszyć ludzi.
- Harry ci mówił, że jego mama dziś przyjeżdża ?- zapytał Niall. Mój ręcznik omal nie spadł ponieważ tak szybko odwróciłam się w jego stronę.
- Chce poznać "tajemniczego współlokatora"  
- CO!?
- Wezmę to jako "nie" ..
Odwróciłam się w stronę Harrego.
- Kiedy planowałeś mnie poinformować o tym mały detalu. 
Wiercił się i nie chciał złapać kontaktu wzrokowego. yay jednak ktoś mnie sie boi. 
- Cóż, zadzwoniła dziś rano... nie wiedziałem że była w Londynie, że nas zaskoczy... - Harry skończył bezsilnie.
Patrzyłam na niego, odwróciłam się szybko i pobiegłam do swojego pokoju. Co ma ubrać? Co zrobić żeby jego mama mnie znienawidziła. Co jeśli ona już mnie nienawidzi i będzie kazała się wyprowadzić. 
Ubrałam się szybko w strój, który uważałam za dopuszczalny i pobiegłam z powrotem do salonu. Eleanor i Louis wyszli pozostawiając Zayna, Nialla, Liama i Harrego siedzących na dywanie. Już miałam zapytać, dlaczego nie usiądą na krzesłach jak normalni ludzie, ale szczerze mówiąc, już ich poznałam i wiem że i tak by tego nie zrobili. 
- Czy ktoś z was wie, jak używać suszarki i prostownicy? - zapytałam trzymając w ręku moją różową GHD. 
- Ja potrafię - powiedział Liam- a dlaczego pytasz?
- Świetnie, wyprostujesz mi włosy  - powiedziałam i złapałam za ramię, ciągnąc do swojego pokoju, nie czekając na odpowiedź. Rozczesywałam wlosy, kiedy prostownica sie nagrzewała. 
- Czy to jest szop Harry? - zapytał Liam siadając na łóżku i chwytając zabawkę. 
- Tak. - odpowiedziałam siedząc przed nim. Czuła ciepło od prostownicy na plecach, mam nadzieję że mnie nie poparzy. - skąd o nim wiesz? 
- Harry nam powiedział. Miałem na mysi człowieka Harrego.
Siedziała cicho przez chwilę. Harry mówi o mnie chłopcom? Co o mnie mówi? Mam nadzieję, że dobre rzeczy. Chłopcy zawsze byli dla mnie mili, wiec jestem przy założeniu, że były to miłe rzeczy. A Louis? Założę się że na pewno rozmawiał na mój temat z Eleanor. Oni są tacy słodcy razem. Mam nadzieję, że pewnego dnia, ja również będę tworzyć taka parę z kimś. 
Mam nadzieję że Pani Styles mnie polubi. To byłoby niezręczne, gdyby nie. To znaczy, no wiecie, mieszkam z jej synem i jego przyjacielem. Co jeśli zrobię coś, co ja obrazi. 
Powróciłam szybko do rzeczywistości, gdy poczułam gorąco na swoich obojczykach.
-Przepraszam Ari! Nie chciałem! Nic ci nie jest. 
Nie nawiedzę oparzeń. Myślę że boli to bardziej niż złamanie kości.
- Jest w porządku Liam.  - powiedziałam przez zaciśnięte zęby. 
- Jesteś pewna? Na pewno nie jest w porządku. Zostań tutaj, przyniosę trochę lodu.- powiedział. Zniknął za drzwiami pokoju, a po policzku spłynęło mi kilka łez. 
- Proszę - powiedział pojawiając się nagle w pokoju i naciskając zimną paczką na moją szyję. 
- Dziękuję -powiedziałam z uśmiechem  Trzymałam go na odpowiednia odległość kiedy kończył prostować mi włosy. 
- Czy jest coś, co powinnam wiedzieć, na temat Harrego mamy, żeby mnie nie znienawidziła. - powiedziałam nerwowo odłączając prostownicę.
- Będzie dobrze, po prostu bądź sobą. - powiedział i poklepał mnie po plecach, zostawiając samą w pokoju. 
Westchnęłam i odwróciłam się w stronę lustra, szczotkując wlosy do przodu by zakryć ranę. Dlaczego czuję się, jakbym szła na przesłuchanie. 

LOUIS' POV
Spojrzałem w gorę na Ari, która wychodziła zw swojego pokoju, moje oczy trafiły na coś, co próbowała starannie zakryć.
- Co stało ci się w szyję ?- warknąłem. 
Spojrzała w dół poprawiając włosy 
- Liam. - wzruszyła ramionami. 
Odwróciłem się, by spojrzeć na niego i opadła mi szczęka jak wszystkim w pokoju. Mój wzrok był zimny i twardy. 
- A co z Danielle?
- A co ma być? Tańczy w L.A. - Liam spojrzał na mnie z podniesionymi brwiami. Nie mogłem uwierzyć! Liam jest moim najlepszym przyjacielem, ale Danielle jest bardziej jak siostra. 
- Ona jest twoją dziewczyną! - powiedziałem powoli. 
- O co ci chodzi? 
- Wiesz co?! - rzuciłem - o nic, kompletnie o nic. 
- Co przegapiłam  - Ari zapytała, patrząc na wszystkich. Wyglądała lekko zdekoncentrowaną, ale dokładnie wiedziała co zrobiła. Zignorowałem ją. 
Przez kilka minut trwała niezręczna cisza. To było niepokojące, bo w tym domu, nigdy nie było tak cicho, chyba że wszyscy śpią. Nagle Ari wstała a wszystkie oczy były skierowane na nią.
- Ide po ... chleb. Wrócę przed przyjściem twojej mamy. - dodała do Harrego. On kiwnął glową, nie łapiąc kontaktu wzrokowego. 
- Lepiej żeby nie szła sama. - powiedział cicho Harry. 
- Ja mogę iść - Liam na ochotnika a ja szybko się zerwałem.
- Nie ty nie możesz. - powiedziałem szorstko. - Ja pójdę. I tak muszę z nia porozmawiać. 
Ariadne spojrzała na mnie nerwowo, gdy wychodziłem z mieszkania. W samochodzie do centrum handlowego cały czas milczeliśmy. Ari była zdenerwowana. Wiedziała, ze coś jest nie tak, ale nie potrafiła się do tego przyznać. Jak ona mogła to zrobić? Myślałem że chce się zaprzyjaźnić z Danielle, ale ona chyba nie dba o przyjaźń. Wjechaliśmy szybko na parking. Przekręciłem klucz w stacyjce i zamknąłem za nami drzwi. Ruszyliśmy w stronę windy.
Drzwi windy się zamknęły i irytująca muzyczka zaczęła grać. Ariadne pękła. 
- Co?! Co takiego się nagle stało? Co ja zrobiłam?
Spojrzałem na nią.
- Proszę cię, jakbyś nie wiedziałam. 
- No bo nie wiem! Może mnie oświecisz  - powiedziała, kładąc swoje ręce na biodrach. Nacisnąłem przycisk z numerem 3, gdzie znajdywała się piekarnia. 
- Świetnie. Chcesz grać teraz głupiego?
Patrzyła na mnie, na jej twarzy było widać złość i nieporozumienie 
- Liam zdradził Danielle z Tobą - w końcu pękłem. - Ona jest dla mnie jak siostra i nie pozwolę, żeby Liam ją zdradził. 
Spojrzała zaskoczona. 
- O czym ty do cholery mówisz?
- Oh proszę cię, nie udawaj niewinnej. Masz dowód na szyi. A potem jeszcze o boje o tym rozmawiacie jakby niby nic się...
- czekaj to ? - zapytała z uśmiechem wykazując na znamię. Malinka na obojczyku. 
- Oczywiście! - splunąłem. 
Zaczęła się śmiać. ONA. SIĘ. ŚMIAŁA! Niewiarygodne.
- Liam oparzył mnie prostownica idioto! 
Jeśli Dani się dowie! 
Czekaj co?
Westchnęła i podniosła rękę do swoich ust. Zrobiła sobie malinkę na ręce.  Podniosła dłoń i przystawiła ją do rany na szyi. Teraz rozumiałem. Ta na szyi była bardziej czerwona i prosta. Nie wyglądała jak malinka na ręce. Spojrzała na mnie i uniosła brwi. 
-Teraz mi wierzysz? - zapytała. 
Spojrzałem w górę i skinąłem głową z zakłopotaniem. 
-Er.. przepraszam. Starałem sie ochraniać swoich przyjaciół. - wyjaśniałem czując się winnym.
Wzruszyła ramionami. 
- Rozumiem. Chciałabym mieć takich przyjaciół. 
- Teraz już masz. - powiedziałem po chwili.
Ona zrobiła "aww" i przytuliła mnie. Potargałem jej włosy i odsunęła się. Nagle usłyszałem trzask muzyki i lekki hałas  po chwili ucichło wszystko. Głupie windy. To centrum handlowe potrzebuje nowe. 
Uśmiech pojawił się na mojej twarzy gdy jej oczy się powiększyły.
- Co? 
- Louis - jej głos brzmiał jak przerażający szept.- Dlaczego my się nie ruszamy?
Jak na zawołanie winda zaczęła opadać a krzyki Ari zagłuszały ciszę. 


_______________________________________________________________
Jestem z Was dumna!!! tyle com pod poprzednim wpisem !! :) 
dziekuję <3 


czytasz ?? skomentuj ! to mobilizuje do dalszej pracy ;) 

niedziela, 7 lipca 2013

6. The Boat Goes Bump-Bump

HARRY's POV

- Czekaj, daj mi się wyprostować. - powiedział Louis kładąc dłonie na blacie stołu. 

- Ty byłeś z nią, w tym samym łóżku, tak małej przewie miedzy wami, i ty nie wykonałeś żadnego ruchu do niej? 
Dumnie skinąłem głową. Louis spojrzał na mnie z podniesionymi brwiami. 
- Dlaczego? ! - zapytał po chwili ciszy. 
Wzruszyłem ramionami i piłem dalej herbatę 
- Myślę, że nie chce zniszczyć przyjaźni która jest między nami. 
- Bzdura! - Louis powiedział bez ogródek.
- Wal się! - mruknąłem pod nosem a Louis dalej kontynuował.
-Jedyny statek na którym byś chciał być to statek pierwsza klasą do Kinkyville. 
- Czy ty jesteś niedorozwinięty ? 
Znów mnie zignorował.
- Harry i Ari, siedzą na kominie i całuję świnie. 
Wybuchnąłem śmiechem. Generalnie Lou dość często mnie denerwuje, ale zawsze kończy się to śmiechem. 
- Słyszałeś już o sytuacji z "tajemniczym współlokatorem" ?- zapytał pijąc swoją gorąca czekoladę.
Pokręciłem głową w odpowiedzi na jego pytanie. 
- Nie byłam ostatnio na Twitter. Dlaczego?
- Nowe zdjęcie.
Zakląłem pod nosem i wyciągnąłem swojego iPhone'a z kieszeni. Zalogowałem się na twitter i szukałem hashtag.





Kliknąłem link i zobaczyłem zdjęcie moje z Ari, gdy zobaczyła nas 10 letnia dziewczynka. Moja ręka była wokół jej talii i oby dwoje się uśmiechaliśmy. To nie jest dobre. Dałem RT do tweet'ów Liama i Dani, wyłączyłem telefon i odłożyłem go na stół.
- Jest źle.
- Niestety jest - odpowiedział Lou.
- Nie możemy ukrywać jej na zawsze. Najprawdopodobniej widziała już te pogróżki. 
- Ale nie możemy wystawić ją przed tłum. Te dziewczyny są... okrutne. - Powiedział Louis, odchylając się do tyłu na krześle.
- Co masz na myśli poprzez okrutne?- zapytałem, ale już znałem odpowiedź. Jakiś czas temu, pojawiły się pod domem Zayna i jego siostry musiały wzywać policję. Oczywiście nie wszystkie są takie szalone i nieobliczalne, ale nieliczni są trochę niebezpieczne. 
- Gdybyśmy zrobili video na YouTube gdzie poprosilibyśmy o głowę Justin'a Bieber'a niektóre na pewno by spróbowały. - Louis odpowiedział w odpowiedzi na moje pytanie.
Wstałem.
- Powinniśmy wracać do domu. Co jeśli ktoś znalazła nasz adres?!
Louis skinął głową i szedł za mną. Byliśmy ostrożni wchodząc do budynku, by uniknąć kolejnego dramatu. Zatrzymałem się przez zamkniętymi drzwiami, rzucając rękę na pierś Louisa aby zatrzymać go.
- CO?- szepnął. 
- Myślę, że słyszę tam jakiś hałas. - powiedziałem.
Przewrócił oczami na mnie.
- To najprawdopodobniej była Ari. 
O tak. Zapomniałem o tym. Powoli chwyciłem za klamkę i usłyszeliśmy kogoś głos  Muzyka z pianina elektrycznego zaczęła wirować wokół pokoju. Jasny miękki głos ciągnął się do nas. 

She is a pyramid
But with him she's just a grain of sand
This love's too strong like mice and men
Squeezing out the life that should be let in

She was a hurricane
But now she's just a gust of wind
She used to set the sails of a thousand ships
Was a force to be reckoned with

She could be a Statue of Liberty
She could be a Joan of Arc
But he's scared of the light that's inside of her
So he keeps her in the dark

She used to be a pearl, oh
Yeah, she used to rule the world, oh
Can't believe, she's become a shell of herself
'Cause she used to be a pearl

She was unstoppable
Moved fast just like an avalanche
But now she's stuck deep in cement
Wishing that they never ever met

She could be a Statue of Liberty
She could be a Joan of Arc
But he's scared of the light that's inside of her
So he keeps her in the dark

Oh, she used to be a pearl, oh
Yeah, she used to rule the world, oh
Can't believe, she's become, a shell of herself
'Cause she used to be a

Do you know that there's a way out
There's a way out, there's a way out, there's a way out
You don't have to be held down
Be held down, be held down, be held down

'Cause I used to be a shell
Yeah, I let him rule my world, my world, oh yeah
But I will come and grow strong
And I can still go on,
And no one can take my pearl

You don't have to be a shell, no
You're the one that rules your world, oh
You are strong and you'll learn that you can still go on
And you'll always be a, a pearl

She is unstoppable

Ostatnia nuta wisiała przez chwile w powietrzu zanim została skonsumowana przez ciszę.Usłyszałem westchnienie Ari po drugiej stronie drzwi. Odwróciłem się by spojrzeć na Louisa i zobaczyłem, że on już się na mnie patrzy.
- Wiedziałeś, ze ona potrafi tak śpiewać? - szepnął wskazując na drzwi.
- Nie miałem pojęcia. 
Louis otworzył ostrożnie drzwi i zamknął je z powrotem, udając że dopiero wróciliśmy  Weszliśmy do salonu gdzie stała uśmiechnięta Ari. 
- Wróciliście na czas, akurat zaczyna padać.
Wyjrzałem przez okno, miała racje.
- Podłączyłaś swoje pianino. - powiedziałem patrząc na stół, udając zdziwionego. 
- Tak- powiedziała jasno - właśnie je testowałem. 
Mnie tez możesz przetestować.
Szybko przerwałem swoje dziwne myśli w mojej głowie. Zamiast tego zacząłem myśleć o deszczu na zewnątrz. Kocham dźwięk deszczu uderzającego w okna.
- Możesz zagrać dla nas piosenkę? - zapytałem.
Uśmiechnęła się i zaczęła grać melodię. 
- Piosenkę ze słowami, Ari. Harry powiedział że potrafisz śpiewać.- powiedział Louis. 
Zdrajca! Na szczęście Ari nie drążyła pytaniami w stylu "jak mogłeś". Prychnęła tylko w moja stronę. 
- Śpiewam jak umierający mors.
- Może my to osądzimy?- zasugerowałem. 
- Dziś nie jest 31 luty. - powiedziała. 
- I nigdy nie będzie! - krzyknąłem a Louis parsknął i włączył telewizor. 
- Choć zobaczyć mój pokój. 
- Co masz na myśli? - powiedziałem do jej ucha niskim głosem.
- Miałam na myśli, żebyś wstał i zobaczył nowe dekoracje w moim pokoju. - powiedziała klepiąc mnie w ramię. - Ugh.. jesteś taki leniwy! Wstawaj. - powiedziała uderzając tez Louisa. Jęknął ale i tak wstał. 
Otwierając drzwi Ariadne włączyła światło. Spodziewałem się normalnego światła, ale zamiast za to zabłysło tysiące małych lampeczek choinkowych. Były one owinięte wokół słupków wokół łóżka, a na tym był biały materiał. Ogromny obraz czarno biały przedstawiający Times Square - tylko taksówki były żółte - wisiał na ścianie. 
-WOW- powiedziałem unosząc brwi. Byłem zachwycony z jej dzieła. Wyglądało to fantastycznie. 
I wtedy zauważyłem szopa Harrego na końcu jej łózka. Czy nie jest to trochę żałosne, że jestem zazdrosny o wypchane pluszowe zwierzę? 
Tak. Jest. 






I znów trzeba prosić się o komentarze ? ;c 
to takie trudne napisać maly komentarz po przeczytaniu
NIE TRZEBA SIE LOGOWAĆ!! możesz po prostu napisać że ci się podoba czy coś
żebym wiedziała, że jest sens to tłumaczyć. 


tutaj zdjęcie którym sugerowała się autorka opisując pokój Ari.

może uda mi się jutro napiąć kolejny rozdział.

Jeśli oczywiście będą komentarze po tym rozdziałem :) 









piątek, 5 lipca 2013

5. It's So Fluffy, I'm Gonna Die!

HARRY'S POV

Założyłem kaptur na głowę i wyszedłem z Ari z mieszkania. Widziałem na twitter że ludzie podejrzewali  że ona (@AriTaylor) to #tajemniczywspółlokator. Nie rozumiem, jak te dziewczyny ją odnalazły, na zdjęciu wcale nie była zaznaczona, a tekst od Sugarscape znalazł się w trends. Chłopcy tak samo dostali niezły spam w tej sprawie, a Eleanor skrzynka na Facebook aż się zawiesiła, przez liczbę wiadomości. Dlaczego ważne dla mnie jest dziś, aby nikt mnie nie rozpoznał, stąd ten kaptur na głowie.

-Gdzie powinniśmy zacząć? - zapytałem, wsuwając rękę wokół jej talii.
- Nie wiem, potrzebuję coś, by ozdobić mój mały pokój 
- Wyroby do domu są tutaj - powiedziałem dość głośno co zwróciło uwagę kilku przechodni, którzy dali nam dziwne spojrzenia. Ari założyła szybko swoje okulary przeciwsłoneczne i opuściła wzrok.
Ruszyliśmy w stronę Ikei. Kto nie uwielbia tego sklepu?
- Mamy dziś taki plan spotkać się tutaj dziś wszyscy razem. Ty, ja, Eleanor, Dani i chłopcy. - powiedziałem - Chcemy zagrać w chowanego w parach. - odwróciła się i spojrzała na mnie spod okularów. 
- Brzmi fajnie. 
Uśmiechnąłem się do niej, a ona nadal patrzyła na mnie, jakbym wymyślił coś niesamowitego. Ja tylko zaproponowałem grę w chowanego w Ikea. 
- Idź i wybieraj co chcesz, spotkamy się tutaj za pół godziny. - zasugerowałem, przechodząc obok wielkiego napisu "Witamy w Ikea"
Oboje poszliśmy swoją drogą. Wędrowałem bez celu po korytarzach, aż znalazłem to, czego szukałem.
Fioletowy dywan? Za duży.
Kieliszki do szampana? Zbyt małe. 
Kryształowy żyrandol? Zbyt fantastyczny.
Ramka na zdjęcia? Zbyt proste.
Zielone okrycie na sedes? Zbyt dziwne. 
Nagle zobaczyłem to, stojące na półce pod ścianą, podniosłem to. Idealne!



- Mam coś dla ciebie. - powiedziałem do Ari gdy udawaliśmy się powoli do domu. Szliśmy cali opakowaniu. Chciałem być dżentelmenem i zaproponowałem że wezmę od niej wielkie płótno, ale nie chciała mi go dać. Zwykle, walczyłbym o to, ale dobrze wiedziałem jaka jest uparta. 

- Dlaczego? - zapytała. Już miałem jej to podarować, gdy nagle dotarło do mnie, że ona własnie zapytała, dlaczego mam coś dla niej.
- Większość ludzi powiedziałaby "Dziękuję" i myślę  że własnie tak to działa - zażartowałem - takie mały... prezencik, tak myślę. 
- Nie musiałeś tego robić!- powiedziała, dając włosy za ramiona, odwróciła się i spojrzała na mnie. 
- Wiem - wzruszyłem ramionami -  ale chciałem.
- Aww, dziękuję - powiedziała z uśmiechem, opierając płótno o ścianę. 
Zanim zdążyła zaprotestować, skorzystałem z okazji i wziąłem i zaniosłem do środka.
- Troszkę może dziwny... by cię ogrzać. - powiedziałem.
- To nie jest ten wibrujący sedes który widziałam, prawda? - zapytała.
-Er, nie. 
Sięgnąłem do mojej torby i wyciągnąłem dużego różowo-fioletowego szopa. Wiem ze to dziwne, ale był taki puszysty i słodki  a dziewczyny lubią takie gówna. Trzymałem go dla niej, a ona dyszała, podbiegła i przytuliła go. 
-On jest taki puszysty... umieram! - krzyknęła a następnie przytuliła mnie. - Dziękuję, to takie słodkie z twojej strony. Nazwę go Harry! ponieważ wygląda jak ty.
Mam się obrazić?
- Jak to?
- Jest puszysty. - powiedziała i potargała następnie moje loki. Uśmiechnąłem się do niej z rozbawieniem, a ona dotknęła moje dołeczki, co wywołało u mnie większy uśmiech. 
- Co kupiłaś? - Zapytałem ja, kiedy w końcu odłożyła szopa Harrego. 
- Jeśli ci powiem, będę musiała cię zabić. - powiedziała bardzo realistycznie. 
- Proszę nie rób tego. - powiedziałem z uśmiechem  Moja ręka była z powrotem wokół jej talii i nagle usłyszałem krzyk za sobą. Zdałem sobie sprawę, że nie założyłem kaptura. 
-Harry! Harry Styles! UHMAHGAWD! To jest KURWA Harry Styles!! 
Pomachałem do dziewczyny, nie chcąc być niegrzecznym. 
- Harry !!! Daj mi trochę twojego sosu *!!
Dziękuję bardzo Alan, widzisz co zrobiłeś?!
Ari wybuchnęła śmiechem, i nagle cala uwaga była na niej. 
- To ta dziwka!! Tajemniczy współlokator. Jak się nazywasz? 
Dlaczego do cholery ta dziesięcioletnia dziewczyna z długimi blond warkoczami i podkolanówkami krzyczała  jak latynoska kobieta.
Chwyciłem rękę Ari i zaczęliśmy uciekać. Zauważyłem pusta małą kawiarnie za rogiem. Za okna obserwowaliśmy panikę ośmiu dziewcząt (dziesięciolatka prowadziła) ścigające się w dół alei. Doprowadziłem Ari do stolika i podałem jej menu. 
- Co podać? - zapytał barista kompletnie ignorując mnie. 
- Poproszę chai latte. - powiedziała 
- Waniliowa, Mango czy zwykłą?
- Mango poproszę.
- To będzie £2.30
Ari sięgnęła do torebki, a ja wręczyłem facetowi  £10 zanim ona dążyła otworzyć torebkę. 
- Harry, w porządku przecież mogę...
- Ja poproszę do tego zwykłą kawę. 
Powiedziałem ignorując protesty Ari. Podałem facetowi pieniądze i stukałem palcami o blat oczekując na nasze napoje. 
-Co? -zapytałem. Ari wyglądała jakby chciała coś powiedzieć. Facet podał nasz nasze kubki, usiedliśmy na starej, brzydkiej kanapie przy ścianie. 
Często przychodziliśmy tu z Lou do The Nook. Ponieważ chyba było to jedyne miejsce gdzie byliśmy niezauważalni, i nie musieliśmy się przebierać. 
Milczeliśmy z Ari przez dłuższą chwilę, Zdecydowałem, że będzie to doskonały monet, by zadać jej kilka pytań. 
- Jeśli nie masz nic przeciwko chciałbym cię o coś zapytać, nie musisz odpowiadać, jeśli jest to dla ciebie zbyt osobiste. - przystopowałem na chwile, biorąc łyk kawy. - Co twoi rodzice na to, że nagle się spakowałaś i wyjechałaś z kraju. 
Założyła nogę na nogę, odwróciła się w moją stronę i złapała kubek w obie dłonie. 
- Zaczęłam mieszkać sama gdy miałam trzynaście lat. 
- Sama?! 
Smutny uśmiech pojawił się na jej twarzy.
- W pewną rocznice ślubu moi rodzice postanowili wybrać się na wycieczkę do Kanady, a ja zostałam z przyjacielem w Australii  żeby mieli trochę czasu dla siebie. Zaczęłam się martwić  kiedy przestali dzwonić. Mieli wrócić do domu, ale tego nie zrobili. Czekałam tygodniami, aż zadzwonią, ale tego nie zrobili. Któregoś dnia ktoś z Kanady, znalazł mój numer i poinformowali mnie rodzice wpadli w poślizg  Zostałam sama. Nie mogłam mieszkać z przyjaciółmi na zawsze, a cała moja rodzina mieszka w Ameryce. - wzruszyła ramionami. 
- Tak bardzo mi ...
- Proszę cie nie mów tego. Słowo "przykro mi" nie przyniesie mi ich z powrotem. 
- To dlaczego nie wyjechałaś do Ameryki do swojej rodziny? Dlaczego Londyn? 
Prychnęłam
- Nie chciałam przebywać z tymi draniami. Oni nie potrafią być mili. Mówią do ciebie tak, że myślisz, że cię komplementują, a tak na prawdę obrażają. "Ariadne, zmieniłaś się, ładna teraz jesteś"Ariadna kochanie, znów złamałaś swój nos?"
- Złamałaś kiedyś sobie nos? - zapytałem, kiedy sączyła latte.
- Nie- zaśmiała się. - Najgorszą rzecz było, kiedy mój kuzyn zapytał czy jestem dziewicą na co moja ciocia powiedziała "Na pewno jest, tylko spójrz na nią". Wiesz jak brzydko, grubo i głupio się czułam.
- To śmieszne. Jesteś przecież piękna. - powiedziałem co wywołało u niej uśmiech  Zastanawiało mnie tylko jedno, dlaczego mi to mówi? Może mi ufa. 
- Londyn zawsze mnie fascynował. Mam pytanie do ciebie. - powiedziała z uśmiechem.
- Dawaj. - powiedziałem.
- Dlaczego potrzebowaliście współlokatora? Potrzebujecie pomocy z czynszem?
- Właściwie to tak. Dalibyśmy nawet rade, ale w tedy z Lou musielibyśmy zrezygnować z innych rzeczy.
- Nie zrozum mnie źle, ale czy wy przypadkiem nie jesteście... no wiesz... bogaci?
Zaśmiałem się.
- To nie do uwierzenia. Simon uważa, że nie jesteśmy na tyle odpowiedzialni, żeby zarządzać naszymi dochodami, wiec zanim cos wydamy, musimy kontaktować się z odpowiednimi ludźmi i pokazywać rachunki itp, żeby po prostu nie zbankrutować, czy coś. 
- To świetne. Jak myślisz, poszukują kogoś tutaj do pracy? - zapytała mnie patrząc z nadzieją.
Wzruszyłem ramionami i kiwnąłem głowa żeby wstała i zapytała się kelnera. 
Wróciła, po chwili.
- Mam rozmowę w poniedziałek, na stanowisko kelnerki. - powiedziała podekscytowana. 
- Wiec.. powiedzenia w poniedziałek. - powiedziałem z uśmiechem - chcesz jeszcze gdzieś iść przed pójściem do domu. 
- Jest tu jakiś sklep muzyczny w okolicy ?
- Dlaczego pytasz? 
- Musiałam sprzedać moją gitarę i elektryczne pianino, żeby kupić bilety na samolot. - powiedziała wzruszając ramionami. - Chciałabym kupić sobie znów gitarę, a skoro mam pieniądze, to dlaczego nie.
- Dlaczego nie. - Powtórzyłem. Założyłem kaptur i ruszyliśmy w stronę sklepu muzycznego.
- Grasz? - zapytałem.
- Tylko trochę - odpowiedziała, nie spoglądając mi w oczy. 
- Jakie jeszcze inne talenty masz?
Zaśmiała się.
- Żadne. Moi rodzice zapisali mnie jak byłam mała na lekcje tańca i śpiewu, ale nie było to nic specjalnego. 
- Więc śpiewasz? 
- Niezbyt dobrze. - wyjaśniła. 
- Zaśpiewasz coś dla mnie?
- Nie
-Proszę!
-Nie! 
- Proszę z Nutellą na górze.
- Nie. 
- Proszę z Nutellą i głowa Harrego szopa a gorze! 
Złapała z trudem oddech. 
- Nie waż sie go tknąć. 
- Nie zrobię tego, jeśli zaśpiewasz dla mnie.
- Szantaż! - krzyknęła i kilku ludzi się na nas spojrzało. 
- Proszę - powiedziałem robiąc smutną minę.
- Dobra - powiedziała z westchnieniem porażki - Co powiesz na 31 luty. Dziś jest 27.
- Spoko. - powiedziałem a ona prychnęła - co? - zapytałem.
- Nic. - pokręciła głową chichocząc. 
- CO? Co było takie śmieszne ? Co ominąłem? - Jakaś rewelacja mnie minęła, a ona pękała ze śmiechu. WOW muszę wyglądać na prawdę! na prawdę głupio. 
- Oszust !!! 
- Za późno! - zachichotała. Podniosłem ja i przerzuciłem przez ramię idąc dalej w stronę sklepu muzycznego.
- Opuść mnie na dół ! - śmiała się i uderzała mnie w plecy. - Mówię serio, moja twarz jest na wysokości twojego tyłka.
- Cóż za piękny widok - powiedziałem do niej, stawiając ja przed wejściem do sklepu muzycznego, gdzie facet za ladą przesłał nam dziwne spojrzenia. 
Po około ponad pół godzinnym wyborze  Ari zdecydowała się na czerwoną akustyczna gitarę, i elektryczne pianino. Następnie zamówiliśmy taxi, bo byliśmy zbyt leniwi, by iść z tym do domu. 
- Wiec, zaśpiewasz dla mnie? - zapytałem gdy taksówka zatrzymała się przy krawężniku przed naszym domem.
- Nie- powiedziała otwierając drzwi. 
- Proszę.
- Czy dziś jest 31 luty? - powiedziała uparcie z uśmiechem. 
Przeszła szybko d swojego pokoju biorąc gitarę (postanowiliśmy nazwać ją Roby, ze względu na kolor) i torbę z Ikei, pozostawiając pianino na stole.
Zauważyłem Harrego szopa obok mnie.
- Dlaczego jestem taki głupi?! -zapytałem go. Przysięgam wam, ale ta zabawka się do mnie uśmiecha. 
Ruszyłem w stronę mojego pokoju i zamknąłem za sobą drzwi. Potrzebuję planu, żeby Ari zaśpiewała dla mnie. Nie obchodzi mnie nawet jeśli śpiewa źle, po prostu chce ją usłyszeć  Tylko to chce! 



* o co chodzi z sosem, Directioner pewnie pamiętają ten wywiad

http://www.youtube.com/watch?v=AVEr8ekJcLs


jesli macie jakies pytanie co do rozdziałów to mój tt

@woohoo16xo 



poniedziałek, 1 lipca 2013

4. Thank You Very Much, Sugarscape.

Otworzyłam oczy i zamrugałam zaskoczona, była zaledwie kilka centymetrów od czyjejś szyi. Oh! no tak! przeniosłam się do Harrego w nocy. Mówiąc "spaliśmy razem" daję ludziom błędne pojęcie. Mam namyśli my spaliśmy-spaliśmy a nie tak jak śpią dorośli... Jeśli a to jakikolwiek sens.
-Dzień Dobry.- powiedział Harry przewracając się na plecy puszczając mnie. Moje ręce poczuły zimno gdy moja skóra została odkryta.
- Dzień Dobry- odpowiedziałam. Mój głos brzmiał dość delikatnie i kobieco po tym jak wysłuchałam jego głębokiego porannego głosu.
- Dzień Dobry- powiedział trzeci głos a my obydwoje szybko wstaliśmy.
Louis siedział na skraju łóżka uśmiechając się i przeglądając zdjęcia na swoim aparacie cyfrowym. O NIE!
-Louis- powiedziałam spokojnie. - podaj mi tą kamerę a nie stanie ci się krzywda.
- Jaką kamerę?- O mój Boże, na serio?
- No nie wiem, może ta, którą trzymasz właśnie w rękach?
- oh miałaś na myśli tą kamerę!- powiedział wskazując na kamerę z uśmiechem. Harry uderzył się ręką w czoło i opadł na łóżko
- Nie Louis miałam na myśli zupełnie inną. Oczywiście że tą! Po prostu pozwól mi zobaczyć, proszę!
- To brzmi dość zabawnie, ale moja odpowiedź brzmi, nie! Przepraszam.
Psychicznie wzruszył ramionami. Sam się o to prosił.
Moje brwi włączyłam ze sobą, a oczy napełniły się łzami krokodyla i zacisnęłam usta, ale być wiarygodnym zaczęłam szlochać.
- Proszę. - powiedziałam niewinnym głosem.
- Lou, daj jej ta kamerę - powiedział Harry nadal leżąc.
Louis chwile się jeszcze ze mną droczył. Po chwili westchnął i rzucił mi aparat. Łatwo go złapałam.
- Rany, Ari łatwo cię zdenerwować.
Spojrzałam na Lou z ogromnym złym uśmiechem, cały smutek z moje twarzy już znikł.
- Co masz na myśli- zapytałam niewinnie, usuwając zdjęcia z Harrym jak śpimy razem.
Louis wstał.
- Złe dziecko - krzyknął wskazując na mnie i wybiegł z pokoju.
Upadłam z powrotem na łóżko i spojrzałam w stronę Harrego.
- Proszę, powiedz mi, że nie będzie to działo się codziennie.
- Mam cię okłamać? - zapytał Harry odwracając się w moją stronę.
Uśmiechnęłam się, rozumiejąc o co mu chodzi.
- Chyba pójdę dziś na zakupy. Jeśli nie macie nic przeciwko z Lou chciałam udekorować swój pokój. Oczywiście nie żadne farby, naklejki czy coś.
Harry potrząsł głowa.
- Nie musisz się pytać o pozwolenie. Znasz drogę do miasta? Łatwo jest się zgubić w Londynie. Jeśli chcesz mogę iść z tobą i pokazać ci wszystko- zasugerował.
- Na pewno masz czas? Nie chce ci przeszkadzać, a i muszę rozejrzeć się za pracą. Na pewno masz na tyle wolnego czasu? -  zapytałam niepewnie przygryzając dolną wargę.
- W porządku- Harry nalegał - Idź się przygotować, jeśli wyjdziemy wcześnie, nie będzie aż takich tłumów.


Zdecydowała, że założę zwykłe czarne legginsy, jasny różowy top i szary sweter. O dziwo moje włosy przez noc się nie pokręciły  wiec zostawiłam je w takim stanie jak były, przekładając je tylko na prawą stronę twarzy. Ponieważ jestem leniwa, postawiłam na naturalny make up dziś.
W kuchni stała Eleanor i piekła naleśniki.
-Jesteś głodna  - spytała. Spojrzałam na zegar na ścianie. Była godzina dziesiąta. Zazwyczaj nie jadam śniadania o tej godzinie. Przytaknęłam.
- Może pomóc ci w czymś?
- Nie , już prawie kończę.
Louis wszedł do pokoju. Skinął do mnie głową i zauważyłam że skrada się w kierunku Eleanor. Położył ręce na jej talii i pocałował jej szyję. Eleanor podskoczyła z zaskoczenia i uderzyła odruchowo chłopaka łopatka, którą przewracała naleśniki. Chłopak ułożył usta w kształt "o" z zaskoczenia i rozbawienia. Lou wziął na palec trochę ciasta i wytarł go o czubek nosa Eleanor. Wyglądali uroczo razem. Uderzyło mnie to samo uczucie zazdrości, co wczoraj wieczorem.
Wciąż siedziała i przyglądałam się im. Eleanor patrzała na chłopaka, a ręką szukała czegoś na stole, w końcu znalazła tego czego szukała. Wzięła do ręki jajko i rozbiła mu je na czubku głowy. Opadła mu szczęka, kiedy poczuł jak spływa mu po twarzy, a dziewczyna stała i chichotała. Wiec zrobił to co zrobiłby każdy facet, wylał na nią mleko.
Parsknęłam ze śmiechu, i zaraz pożałowałam tego. Oby dwoje spojrzeli na siebie i na mnie i znów na siebie przesyłając sobie dziwne spojrzenie.
O nie nie nie!!!
Szybko zeskoczyłam z krzesła i cofnęłam się do drzwi kuchennych. Louis powoli sięgnął po worek z mąką i telepatycznie przekazał mi wiadomość "nie waż się". Nagle drzwi od kuchni się otworzyły a Lou rzucił się z mąką na Harrego.
W kuchni zapadła cisza, wszyscy stali zszokowani.
- Stary! Co to było! - powiedział Harry wytrzepując mąkę ze swoich włosów. Ja stałam obok i nie mogłam powstrzymać się ze śmiechu. Lou spojrzał na mnie i zaczął również się śmiać, po chwili cała nasza czwórka się śmiała.
Nagle dostała w twarz garścią mąki i zaniemówiłam.Powoli ruszyłam na drugą stronę kuchni. Zanurzyłam palce w Nutelli i narysowałam dwa pasy na policzkach. Zanim odwróciłam się w ich stronę złapałam 3 jajka.
- To oznacza wojnę!- Krzyknęłam rzucając jajkami w każdego. Szczęście dla mnie, ale chyba tylko dla mnie, było to, że miałam na prawdę dobry cel. Eleanor krzyknęła w proteście i upadła na podłogę. W ciągu minuty kuchnia była cała w mące. Na koniec Harry wylał na nas resztki mleka. Przyznam ze było to dość zabawne.
Nagle Harry zniknął z kuchni, pojawiając się znów po kilku sekundach z iPhonem w ręku.
- To trzeba umieścić na Twitter!- powiedział.
Szybko postawił telefon na odpowiedniej wysokości i ustawił samowyzwalacz na 10 sec. Musieliśmy się trochę pochylić żeby nie odcięło nam głów. Ja trzymałam wielki słoik Nutelli a Harry jadł ją dużą łyżką, trzymając ramię wokół mojej talii. Lou dawał Eleanor buziaka, a ona zrobiła słodki dzióbek  Uśmiechnęłam się celowo pokazując swoje dołeczki. Jeśli to idzie na Twitter, to będę osaczona przez ich fanki. Zdjęcie zostało zrobione i wszyscy szybko podeszli zobaczyć jak wyszło zdjęcie.
- Dodaję to na moje konto - powiedział Harry.


Eleanor usiadła za mną na moim łóżku używając suszarki i prostownicy do moich włosów. Po naszej "małej" walce na jedzenie, nie mogłam iść w takim stanie w Londyn. Wybrałam moje czerwone vansy, jeansowe szorty i szary sweter, który pokazywał mały kawałek brzucha. Aby dodać trochę zabawy, założyłam białe skarpetki z koronką wokół kostki.
-Masz zamiar mi powiedzieć, dlaczego Lou znalazła ciebie z Harrym razem w łózko  - Elle zapytała przerywając ciszę.
-Może jedliście marchewki w nocy?- Spytała z uśmiechem wyłączając prostownicę. Spojrzałam na nią i uderzyłam ją w ramię.
-Nie!
-Ale spałaś z nim? - spytała sceptycznie.
- Czekaj, spałam-spałam czy tak jak śpią dorośli.
- Tak jak śpią dorośli.
- Nie- powiedziałam a ona zmarszczyła brwi.
- Jeśli nie chcesz mi mówić nie musisz, bo to coś osobistego ale... czy... posiadasz V kartę?
Wahałam się przed udzieleniem odpowiedzi.
- Ale nie powiesz nikomu ok? Miałam 16 lat jak zrobiłam to z Christianem. Był...
- Dupek.-
- Taak. Żałuję że zrobiłam to z nim, - warknęłam w głowie - Ale to był tylko raz. Dlaczego o to pytasz?
Wzruszyła ramionami
-Nie wiem. Po prostu wydajesz się nieco ... niewinna. Zwłaszcza gdy używasz pojęć takich jak "spanie jak dorosły" - powiedziała ze śmiechem.
Wzruszyłam ramionami i uśmiechnęłam się.
- Wracając do tematu, jak znalazłaś się w jego łóżku? - powiedziała z przymrożeniem oka.
Przewróciłam oczami.
- Louis opowiedział mi pewną straszna historię, przez którą nie mogłam zasnąć. - powiedziałam szczerze i zaśmiałam się.
- Tak, on często tak robi. Ponadto, powinnam cie poinformować o "porannym Lou". Nie przestrasz się, jeśli zobaczysz go obok twojego łóżka albo śpiącego w twoim łóżku. On często przychodzi do pokoju Harrego. To dość zabawne. Wystarczy go obudzić i delikatnie powiedzieć aby wracał do łóżka. Zazwyczaj cię posłucha, nawet jeśli wciąż będzie spał.
- Dzięki za ostrzeżenie  - powiedziałam. Uśmiechnęłam się, myśląc o tym , jak komiczna by mogłaby być moja reakcja, gdybym zobaczyła koło siebie w nocy Lou.
Eleanor wyszła z pokoju, a ja postanowiłam sprawdzić swojego twittera. Wiedziałam ze Harry dodał zdjęcie i już było pełno retweets i odpowiedzi.



















Przestałam to czytać, bo i tak większość tweets deklarowała dozgonną miłość do Harry'ego. Przeszła na mój prosił i zauważyłam że liczba moich followers wzrosła o około sto osób. Powoli zaczęłam sprawdzać osoby. Wśród nich byli Harry, Louis, Niall, Liam i Zayn. To wyjaśniało wszystko. 

Zaczęłam czytać wiadomości do mnie, a mój żołądek zacisnął się niespokojnie. 






Jak te dziewczyny mnie tak szybko znalazły! Na zdjęciu które dodał Harry nie byłam oznaczona. Oh! patrzcie #tajemniczywspółlokator jest w trends. Dziękuję bardzo, Sugsrscape!
To był sarkazm.



Wylogowałam się z twittera i wyłączyłam laptopa. 

- Jesteś gotowa?- powiedział Harry pukając do mojego pokoju. Chwyciłam torebkę przerzucając ja przez ramię i chowając mój telefon w w kieszeni spodenek. 
- Tak! odpowiedziałam z uśmiechem na twarzy. Zobaczyłam go opierającego się o futrynę, wyglądał atrakcyjnie. 
- Londyn czeka! - powiedział głosem kamerdynera, wyprowadzając mnie z mieszkania. Uśmiechnęłam się i pozwoliłam mu się prowadzić. 



Przepraszam za lekkie opóźnienie, ale jestem chora ;/ 
a rozdział wymagał więcej pracy, jeśli chodzi o stronę graficzną.
wiem że tweets nie wyglądają realistycznie, ale nie miałam 
siły czasu itp. by szukać odpowiedniej czcionki.
Cieszy mnie fakt również, że zaczęliście komentować,
po przeczytaniu rozdziału ;)
UWIERZCIE MI! TO MOTYWUJE.
można komentować z anonima, wiec jeśli ci się podoba,
lub nie, napisz komentarz, w tedy wiem że jest
odbiór, i sens pisania tego dalej.
Bo literki mało mi mówią.
Ok, biegnę pod kołderkę, zdrowieć.
aaa..
I MIŁYCH WAKACJI <3